Role Playing Games to taki rodzaj gier, gdzie odgrywamy postaci. Z reguły chodzi o postaci wzięte ze świata jakiejś książki albo filmu, czy popularnej konwencji. Np. jedni grają w świecie z książek Tolkiena i wtedy są elfkami, elfami albo krasnoludami. To konwencja, w której odgrywasz postać mającą zawód wojownika, czarodzieja, kapłana albo cwaniaka (łotrzyk, złodziej). W konwencjach science-fiction to gra w realiach znanych np. z seriali Star Trek albo z książek typu „Neuromancer".
Ja z przyjaciółmi od ponad 30 lat grywam w Dungeons and Dragons. To jest kultowa dziś gra, wymyślona w latach 70. w USA przez niejakiego Gary'ego Gygaxa. Dziś znana jako motyw popularny w nostalgicznych serialach amerykańskich typu „Stranger Things". To jest taki rodzaj gry, gdzie zasiadamy przy stole i gra polega na rozmowie. Do tego okazjonalne rzuty kośćmi, żeby ustalić, czy postaci udało się trafić, zaczarować, przeskoczyć albo przekonać. Gracze mają wymyślone i opisane postaci. Wchodzą w interakcje ze sobą albo z postaciami, których nikt nie odgrywa. Te są wymyślone przez kolejną postać. To Mistrz lub Mistrzyni Gry, czyli osoba, która reżyseruje świat. MG, jako wszechwiedzący reżyser, prowadzi postaci graczy przez wymyśloną przez siebie przygodę. MG albo po angielsku Game Master mówi nam, co widzimy jako postaci, co słyszymy, kto do nas podchodzi i co mówi, albo kto z nami chce walczyć. W grupie moich przyjaciół wszyscy w razie czego gramy albo prowadzimy.
Gdy zaczynałem grać w liceum, to wszyscy patrzyli na nas z uśmiechem, trochę kpiarskim. Nauczyciele i rodzice lamentowali, że dzieci, zamiast się uczyć, siedzą przy stole godzinami i rozmawiają, wygłupiają się. Po szkole zamiast czytać podręczniki, my czytaliśmy książki fantastyczne, żeby mieć więcej pomysłów na grę. Uczyliśmy się angielskiego, bo nie było wtedy internetu i trzeba było rozumieć podręczniki. Dzięki Dungeons and Dragons nauczyłem się wielu słów, których dziś normalnie się nie używa. Kto np. używa słowa „dagger", czyli sztylet? Albo komu potrzebna jest znajomość słowa „chainmail", czyli kolczuga (taka zbroja ze stalowych kółeczek, jakby siateczka druciana). Z perspektywy dzisiejszych rodziców takie gry to... marzenie. Dziś, gdy tak dużo dzieci nie ma z kim spotykać się po szkole albo gdy rozrywki są wyłącznie elektroniczne i w samotności, taka gra to marzenie. Nic dziwnego, że gdy parę lat temu napisałem na prywatnym Facebooku, że uczę moje dziecko Dungeons and Dragons, to nagle spłynęła do mnie lawina wiadomości od starych znajomych. „Możesz moje dziecko też nauczyć tej gry?!", pytali wszyscy.
Jest jeszcze jedna zaleta gier typu Role Playing Games. One bardzo rozwijają wyobraźnię, umiejętność opowiadania, ale też uczą negocjowania z innymi. Każda gra to spotkanie postaci o czasem sprzecznych celach. Gry RPG bywają używane w terapii psychologicznej, terapii par. Gier RPG używają sztaby kryzysowe, by ćwiczyć reagowanie na zdarzenia nieprzewidziane. Tak samo gier RPG używają wojska, bo czasem poligon jest w głowie, a nie w terenie.
Bardzo mi miło, gdy widzę, jak po 30 latach gry RPG (DnD, Warhammer, Call of Cthulhu itd.) weszły do mainstreamu kultury masowej, do książek, seriali, filmów. To najlepszy sposób spędzania czasu spośród tych na siedząco. Pomijam te w ruchu oraz te na leżąco oraz te w ruchu i jednocześnie na leżąco.